Fafnir
Szczerze zdziwiony, otworzyłem szerzej oczy. Tom mnie lubi? Lubi mnie tutaj? U siebie? Myślałem… — Wszystko dobrze? — kowal sięgnął do mojego policzka zaniepokojony. Dopiero wtedy poczułem spływającą po nim łzę. Gdzieś wewnątrz mnie kotłowało się dziwne uczucie. Nie była to złość ani smutek. Nie był to strach ani wstręt. Przez chwilę czułem silne ukłucie, a po chwili dziwną lekkość. Jakby zalegający tam ciężar w końcu spadł. — Co powiedziałeś? — wymamrotałem. — Że musimy poszukać prezentu? — Osadnik uniósł brew zdziwiony. — Wcześniej! — uniosłem wzrok na kowala i spojrzałem mu w oczy. Jego twarz oblała się szkarłatem. — Ja… lubię cię… i chcę cię… tutaj — wybełkotał brunet. To wystarczyło, żebym rozpłakał się na dobre. Tom spanikował, a ja rzuciłem mu się na szyję. Osadnik próbował mnie pocieszyć i przepraszać, sam nie wiem za co, a ja nie mogłem przestać płakać. — Ja też… cię lubię — wydusiłem przez łzy. Tom zaczął mnie głaskać raz po głowie, raz po plecach, zaraz znowu po głowie....